opium blog

Twój nowy blog

v

Brak komentarzy

v

b

Brak komentarzy

n

nn

Brak komentarzy

nn

cisza?

1 komentarz

Dokładnie tak.
Piszę. Bo już mi nie zależy.

koka,koka,hera,hera..
a we mnie coś umiera.

Rymy częstochowskie stają się domeną Bogów po jednym niedopitym piwie.
Zabijam się,gnije od środka z wyszczególnieniem najważniejszych organów..wtapiam się w bezkształtną bryłę ulicy, skotłowanej z brudem chmur sypiącyhc się z nieba.
Przemoczone buty, mokre oczy.
Wszystko to przez śnieg..prawda?
przez jedną niedokończoną historie.
Adredopa.Nadałam temu stanowi imie.
Usilne próby oswoijenia czegoś co z natury nieuchwytne.
Rozbijałes się kiedyś ze szczęścia po ścianach,ginąc potem przez jeden nieostrożny krok?
zabiłes cos przez jedna pieprzona chwile nieuwagi?..
czułes?…

22:17:52 dc: ja wiem
22:18:03 dc: ze matme mozna przełozyc
22:18:07 dc: na inny dzień
22:18:20 dc: ale zycia i uczuc nie przekładaj na potem.
***
powinnam częściej słuchać swoich własnych rad.zdecydowanie.***
Zrozumiałam,że instynkt jest ważniejszy niż racjonalizm.
Odczucia i intuicje są trafniejsze niż precyzyjna analiza połączona z rozbiórką siebie na kawałki.To pracochłonne i raczej nieefektywne,poza tym dostarcza zbyt wiele bólu jakiego mój organizm nie jest w stanie w chwili obecnej strawić.Nie rzygam już światem..a jad pozostawiam dla siebie..na czarną godzine,kiedy to przesycona własną autoagresją,przeleje czarę goryczy..Ze spokojem.bez zbędnej złości.Poprostu..zaczynam nabierać szacunku dla własnego człowieczeństwa,szacunku do siebie,szacunku do tego kim jestem.
Z przymusu odnajduje w sobie nieznane mi wcześniej pokłady spokoju,nie..właściwie nie spokoju lecz zrozumienia dla własnej słabości.Zadawanie ciosów sobie samej tylko po to by znaleźć granice własnej wytrzymałości przestaje mnie bawić.Powoli odzwyczajam się od bycia sobie samej największym wrogiem.Przestałam strzelać do luster i potykać się o własne nogi.Powoli zaczynam rozumieć że nieprzyznanie się do błędów nie jest ich eliminacją,że harda mina i brak łez nie są oznakiem siły,lecz niedojrzałości.Przestaje obawiać się ciosu,tylko dlatego że ktoś zna mój słaby punkt.Odrzucam stary system w którym obcy człowiek jest traktowany jak potencjalny wróg tylko dlatego że nie zdążyłam czy nie zdołałam go oswoić.
Zrozumiałam też że resztki więzi jakie łączą mnie z za-światem..tak naprawdę zrodziły we mnie łańcuch który choć ciąży u mych stóp,to jednak sprawia że coś wiąże mnie z przeszłością,sprawia że odnajduje drogę do domu..
…..A Ty zanim odejdziesz wyjmij mi nóż z pleców.
Nie boję się krwii,godzę się z myślą o niezabliźnionych ranach.
Ten nóź jest Twój..a ja nie chce mieć już nic wspólnego z czymkolwiek co nas kiedyś związało.
***

a teraz?
zasłużyłam na strzał.
***

Jedyne czego pragne w tej chwili to wiedzieć,komu moge zaufać..
tylko odrobine gruntu..niewielki stabilny kawałek pod stopami.

Strzeż się kopniaka,
kija,
kamienia,
kół samochodu.

Klik!

Oto jak boli bezmyślne okrucieństwo.

Minęły dni kiedy do kawy dosypujesz tęsknotę.
Nie wcielasz się.Twoj naskórkowy byt,drązy rany w mojej skórze,niezbyt głęboko.scyzorykowato raczej.Nie drązysz dalej,pozostajesz tu..jakbyś bał się tego kogo możesz napotkać patrząc wgłąb siebie.boisz się oszaleć?
Boisz się sparzyć,szukając w sobie odrobiny ognia?
na gniew nie ma lekarstwa,a ogłuszenie samego siebie,czyni Cię granatem bez zawleczki.To tylko kwestia czasu kiedy porozrywasz się na małe kawałki.Na części z których nie będzie czego zbierac.Nie słyszysz prawdy tupiącej głośno w sufit nad Twoją głową.Kołyszesz się w oparach obłędu,toniesz w odmęcie własnych paranoi.Zaciskasz zęby wyczekując konca,zamiast podjąc walkę.
Krok bliżej krawędzi.Stopy suną po chłodzie podłogi,ku drzwiom.W dłoni obracam zapalniczkę.Czekam na Twój jeden nieostrożny ruch.Jeden błąd.Jeśli tylko otworzysz mi drzwi.Jeśli tylko mi zaufasz…Drzwi otworzę już sama.
Mam niezawodny klucz.Jedyna wada ich konstrukcji to fakt że nie opierają się odpowiedniemu naporowi.
Zapalnik na krew,nie benzynę.Dłoń zaciśnięta na scyzoryku,w oczach żądza mordu.I ten fałsz.Rozśmieszasz mnie pozornym spokojem.Za paznokciem krew,a ręce nadal trzęsą Ci się ze strachu.Czy tak tu zimno?A może wyrzuty sumienia nie dają Ci oddychać swobodnie? Na strach nie liczę..jestes na to zbyt silny..Czujesz dłonie zaciskające się na szyi?
Czujesz…Ty dusisz się,poprostu się dusisz.
Dusisz się,bez podjęcia próby walki o odrobinę tlenu.
Liczysz że śmierć nie zabierze biernych i pokornych? Że nie zapragnie tych których nie będzie musiała wyszarpać zębami?
Ona nie potrzebuje trofeum lecz krwii..Na nic Ci Twoje szlachectwo.Tu honor dewaluuje się ostatnimi czasy.A może nigdy nie miał wartości? Możliwe,bardzo możliwe.
Nie podejmiesz więc broni? Nie ryzykujesz utratu krwii,ryzykujesz rany na duszy.Pare nieznaczących blizn.Pare znamion szlachectwa.Czego się boisz?
Przecież nie ma czego tu zranic.
Przyjmiesz śmierc od tak,z pokorą?zakładasz ze nie pozwole Ci odejsc?Liczysz na altruizm,empatie,odrobinę miłosierdzia?
Na to że się opamięta?
Liczysz że te sierpy jakie Ci oferuje naznaczą Cię niczym męczennika? Zaklinasz Boga,apelujesz do krzyza?
Więc dobrze,skoro tak bardzo go pragniesz,dam Ci go.
Dam Ci go na drogę.
Jednokierunkową..bez znaków nakazu.
Jednokierunkową autostradę do piekła.

Pisane pod wpływem.

Zmiana laya.
Bo tak, mam schize na punkcie słowa pisanego.
Bo tak, mam dość kiczowatej grafiki która nie służy specjalnie jakości przekazu.[no mam nadzieje!]
Bo wreszcie tak, stan mentalny oddany czytelnie.
Bo tak właśnie tak się czuje.

Stoję
Czekam
Boję się oszaleć

I dzięki serdeczne dzięki Magdzie.
(w ramach odwalania prywaty i cyklu pt:pozdrów swoich znajomych.)
Za to że znalazła ten szablon,że „skojarzył jej się ze mną„.

I dziękuje serdecznie komuś jeszcze..bo jest…I ja mogę być.

***Ocenzurowano jak za starych dobrych czasów,ze względu na obecnosc na stronie widzów niepełnoletnich.
I to w biały dzień.Skandal.

re.

Brak komentarzy

„Take everything from the inside and throw it all away
Cuz I swear for the last time I won’t trust myself with you

I won’t waste myself on you
You
You
Waste myself on you
You
You”
***

wracam..wracam..wracam…
Tak naprawdę gdzies w podświadomości zawsze wiedziałam gdzie są moje korzenie.
Wracam do smaku,do zapachu,do świadomości bez warstwy dopaminy,ciążącej na obszarach odpowiedzialnych za racjonalne podejście.Wycinanki z pogniecionej bibuły nie miewają już ludzkich twarzy.
Wracam.Pod stertą gruzu powoli dostrzegam zarysy tego,co kiedyś było moją świątynią.
Nawet teraz,gdy przeszłość została pogrzebana,uśmiecham się z sentymentu do pożółkłych fotografii.
Nie wszystkie mosty zostały spalone.Choć może to i dobrze?Przynajmniej patrząc na nie,wiesz jakich błędów nie popełniać budując nowe tło.Patrząc wstecz widzę te całe masy dróg którymi podążałam z czyjejś woli.Te tuziny błędnych wyborów.Nauczyłam się nie uciekać od tego kim jestem.Nie uciekać od bólu i autoironii.
Nauczyłam się drogi do domu na pamięć.Do domu z ogrodem,porośniętym drzewami,wyciągającymi swe pogięte konary ku niebu.
A drzew o korzeniach tak silnie wrośniętych w podłoże poprostu się nie przesadza.
Więdną..Gdzieś po cichu,zamknięte..powoli wytracają życie.


  • RSS
  • RSS